• Wpisów:308
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 17:26
  • Licznik odwiedzin:28 898 / 2591 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
nowy rok.
nowa ja?

na pewno nowe plany.

nie pisałam nic całe dwa lata.
dużo się zmieniło, ale nie wszystko, dalej jestem z Michałem, dalej kłócę się z tatą, dalej Arturek jest jest facetem mojego życia mimo że ma dopiero 6,5 roku.

co nowego?
praca, jestem księgową (hoho, jak to brzmi) w małym biurze rachunkowym w Bochni, praktycznie siedzę i wstukuję sobie całymi dniami cyferki
sposób życia, siłownia, dieta (mam na myśli zdrowy sposób odżywiania a nie "nic nie jem bo będę gruba"
nowe plany, pół roku do końca studiów i potem co? Holandia?

jestem pełna obaw. jeśli planuje się wyjechać 1200 km od domu, do nieznanego miasta, w nieznanym kraju w którym nawet język urzędowy jest kompletnie obcy to ma się prawo do obaw. jak się uda? czy znajdę pracę? czy znajdziemy mieszkanie? ile będziemy zarabiać? bo jednak wyjeżdżając liczę na to że uda się nam odłożyć, na dom, na wesele... jest wiele pytań dotyczących mojej przyszłości na które chciałabym znać odpowiedź. ale nie to jest ważne. najbardziej martwię się tym, co zostawiam tutaj.
przede wszystkim Artur. ma tatę, ok. ale ile miłości jest w stanie dać mu tata? ile zrozumienia, cierpliwości? daleko mi do bycia feministką ale są sprawy w których faceci są beznadziejni. jak poradzi sobie w szkole, czy znajdzie kolegów, jak odnajdzie się w nowym świecie, jak potoczy się jego życie dalej? mam serce ściśnięte z żalu jak o tym myślę. chciałabym żeby kiedyś, po latach docenił to jak bardzo staram się obdarzać go miłością. wychodzi mi to raz lepiej a czasem gorzej ale dla niego skoczyłabym w ognień, mam nadzieję że jest tego świadomy.
zostawiam Wicia, wiem że jest dorosły, ma swoje życie, pracę szkołę, dziewczynę i kolegów, ale jakoś tak zawsze byłam jego starszą siostrzyczką i nawet jak nie widzieliśmy się tydzień, czy miesiąc bo któreś z nas było zajęte to zawsze garnęliśmy się do tego żeby się sobie wygadać i pobyć ze sobą... mój taki mały prawie dwumetrowy braciszek..
tatę? jak potoczą się dalej nasze relacje, jeśli nie będziemy się widywać częściej niż kilka razy do roku. utrzymamy jakikolwiek kontakt? może akurat się polepszy? albo urwie całkiem? czy jeśli przypadkiem Holandia okaże się pomyłką, będę miała do czego wracać?
zostawiam też Kamilka, wiem, że rzadko się widujemy i nie mamy już takich kontaktów jak kiedyś, ale mimo wszystko wiem, że mogę na niego liczyć. i jeśli bym go potrzebowała to byłby tu zaraz obok kiedy tylko byłby w stanie..

chce poznać wszystkie odpowiedzi, ale z drugiej strony wolę o tym nie myśleć, bo ta niewiedza mnie przeraża

co poza tym?
poza tym udaję właśnie że piszę pracę licencjacką, bo żeby pojechać do Miśka muszę najpierw się obronić.
poza tym udaję, że się uczę i piszę projekty zaliczeniowe bo żeby się obronić muszę mieć zaliczone wszystkie przedmioty
poza tym dużo rzeczy się zmieniło, ale czas brać się do pracy tak więc odezwę się pewnie za dwa lata.


a na ten Nowy 2017 rok chcę tylko żeby wszystko się udało.
żeby Arturowi udało się zaklimatyzować w szkole a Wiciowi na studiach, Misiek żeby podbił Helmond swoim urokiem i znajomością angielskiego, którą postaram się wyszlifować

a dla mnie?
chcę zaliczyć studia, mieć dyplom żebym mogła być panią ?licencjat? Natalią i żebym mogła za rok podbijać szkoły wyższe w Eindhoven kto mnie nie zechce z takim wykszałceniem, ha!
znaleźć pracę w Helmond, mogę pracować fizycznie, nie jest mi to straszne ale jednak staram się i daję z siebie tyle na studiach żeby zarabiać dobre pieniądze za siedzenie za biurkiem...
żeby nam się z Miśkiem układało tak jak dotychczas, bo kurde idzie trzeci rok a ja jestem zakochana i zapatrzona jak nastolatka w gwiazdę rocka i jestem na prawdę szczęśliwa
może pierścionka? ale tak na prawdę nawet tego nie potrzebuję bo wystarczy mi świadomość, że on po prostu jest obok

Wszystkiego Dobrego!
  • awatar Gość: ty ejjj ale ty ześ tu karyniła jaki wstyd :( Nuda i beka a wyrosłaś coś już z tego? Wątpliwe no nie :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nie lubię być sama.
Nie lubię tego domu.
Nie lubię siebie, tego jak się zachowuje ani kim jestem.


Jedyne co lubię w moim życiu to ludzi którymi się otaczam. Michala, Agatę, Wicia, Dominikę, Gabę i Artusia. Tak głównie.
Dlatego ostatnie półtora roku spędzam próbując nie zostawać sama ani na jeden wieczór. Bo nie potrafię znieść swoich myśli gdy jestem sama. Ani zapełnić pustki po mamie. A wydawało by się że minęło już tyle czasu.

Praca, nauka i depresja.
Chcę żeby cos się zmieniło.
Chce znaleźć swoje miejsce, gdziekolwiek by ono nie miało być...

(
 

 
Znowu spadam w tą pierdoloną depresję.
 

 
dużo dużo dużo pracy

ale przynajmniej nie jest źle. kupiliśmy sobie z Michałem nowe telefony i przerobił mi kartę żeby mi do niego wlazła i mam telefon na pół twarzy. ale chuj, dlaczego nie.


dziś 24 h, jutro 18 Wicia i w nd znowu 24
w poniedziałek tylko kolos z mikro i do domu
wtorek kolos z majcy i do domu
środa majca i wpis do indeksu z WF i do Michasia
czwartek na nocke do pracy
piątek WOLNE !!
sobota na 15 i w nd do 16
a potem SMILE w Krynicy !

potem sesja ale chuj

jestem przemęczona i strasznie źle się ostatnio czuję, ale pozaliczałam wszystko (oprócz ang ale to sie nie liczy ) '

jadę na wyjazd z PDM i na rekolekcje dla bierzmowanych do jakiegoś tam Zadupia Wielkiego koło Tarnowa. Alw to trzeba będzie jeszcze obgadać z księdzem bo wtedy jest Tarnowska Noc Kabaretowa na którą się wybieramy
się zobaczy

o dziwo dlaej chodzę wesoła ?!

coś się zmienia ?
 

 
nie wiedziałam że da się tyle pracować i studiować jednocześnie
w grudniu niby przerobiłam ponad 200 godzin ale miałam 2 tygodnie wolnego na uczelni, a teraz zapowiada się niewiele mniej, a ja twardo chodzę regularnie na zajęcia !
w weekend Krynica z Michałem. muszę nauczyć się NIE gadać głupot bez sensu bo potem wychodzę durne spiny.
w poniedziałek rano zajęcia a wieczorem na chwile do domu tak żeby się w końcu przespać we własnym łóżku. ogólnie przez ostatni tydzień spałam w 5 różnych a to jest strasznie męczące (w Krynicy, w domu, w pracy, na mieszkaniu i u Michała

we wtorek specjalnie jechałam rano do krk na jebany POiZ a gościu sobie nie przyszedł ! wkurwiłam się bo inaczej bym siedziała do wieczora w domu.
o 19 teatr z Michałem i Agatką ->> ludzie to buce którzy nie umieją się zachować kulturalnie.
środa pobudka po 7 (oczywiście jakieś pół godziny później niż planowałam bo Natalka nie umie wstać jak człowiek na budzik) i prawie spóźnienie na kolosa z angielskiego. o dziwo poszedł mi całkiem spoko i może wyciągnę na to 3 mooooooże
potem jebane prawo na które poszłam tylko dlatego że miał wpisywać zaliczenia ale oczywiście go nie było więc tylko sobie posiedziałam i powkurwiałam się na babkę która próbowała nas czegoś nauczyć <ha_ha> godzina przewy podczas której ogarniałam z Agatą jej pracę zaliczeniową na którą miała pół roku. potem statystyka i matematyka z których nie umiem absolutnie nic. chociaż może jednak coś tam umiem. i wf który skończyłam pół godziny wcześniej bo gościu ma na nas wyjebane
szybko na mieszkanie i godzinka snu i do pracy na nocke. półtorej godzinki snu bo taki Paweł siedział u mnie do 4 rano i próbował wyrywać xd 32 lata O.o
w czwartek o 7 skończyłam pracę a o 7.50 pisałam kolosa z informatyki. na który nie byłam przygotowana w ogóle. ale w pracy coś tam poczytałam i zaliczyłam ! 23/24 ! tylko jedna osoba miała maxa a większość nie pozaliczała !
i mam 4,5 z informatyki fuck yeah
5,0 z POiZ
5,0 z WF
i jak coś tam zalicze to powinno być ze 4,5 z włoskiego

no i na tym koniec z dobrych ocen xd
chociaż jeszcze z mikro powinno być 4,5

w czwartek jeszcze tylko włoski na którym tłumaczyłam Aśce zadania z informatyki i dostawałam opierdol od babki ale dzięki mnie zaliczyła ;d a my i tak oglądaliśmy film ;d

szybko do domu i do fryzjera bo moje włosy były w stanie godnym pożałowania xd
potem po Artura do przedszkola i do okulisty i wgl to myślałam że mam więcej pieniędzy na koncie ale chuj. dam radę. tylko ja zamiast oszczędzać daję Wiciowi hajsy na nowego laptopa i kupuje z Michałem telefony na raty za nie powiem ile bo mi wstyd xd
po okuliście znowu godzinka snu i czybko do krk znowu do pracy -,- o 22 już ledwo stałam na nogach.
w piatek rano prosto do Brzeska przytulić się do Michasia oboje poszliśmy spać zmęczeni po pracy ;d wgl to jego mama jak sie dowiedziała ze jedzie po mnie to zrobiła mi kakałko tak po prostu
bo wie że lubie xd
do Tarnowa po telefony po czym okazało sie że nie możemy wziąć na raty bo Przemek wziął 2 dni wcześniej coś tam na Michała i taki chuj. a ja z moimi zarobkami nawet nie próbowałąm chociaż jestem ciekawa.
w każdym razie telefon dla mnie i Michała na raty wziął na siebie Przemek - pojebane

potem jeszcze do Michała, on się spakował do pracy i do mnie. on - spać a ja bawić się z Arturem
masakra co byliśmy przemęczeni oboje.
o 22 Michał się zebrał do pracy bo szedł na nockę a ja do spania bo o 4 musiałam wstać i iść na 24. a w sumie 25.
jutro rano wracam do domu i w końcu spędzę tam cały dzień. już nie pamiętam kiedy to się ostatnio zdarzyło. chyba w okolicach września.
w poniedziałek niby o 13 mam POiZ ale właśnie rozważam nie pójście na nie i wtedy bym z Michałem i Wiciem pojechała koło 14 ja na zajęcia a Michał zawieźć Wicia do sklepu zwrócić laptopa. i potem Wiciu do domu a Michał do mnie bo kończę o 16.30 i mam wolne do wtorku o 9 a Michał do środy rano

i musze się nauczyć na kolosa ze statystyki na wtorek bo będzie kiepsko xd
i wieczorem iść na konsultacje z włoskiego żeby zaliczyć ! a w czwartek jeszcze kolokwium. przynajmniej tyle że u niej idzie ściągać

za to przyszły weekend mam przejebany bo piątek i sobota 24h a w nd osiemnastka Wicia. umrę.

i przez ostatnie 3 dni złapałam w pracy minusa u każdej dziewczyny u której się dało. ale to z przemęczenia. i teraz już się biorę w garść ! od jutra zaczynam:
- uczyć się !
- odpoczywać więcej
- jeść regularnie


nie dociera do mni świadomość zbliżającej się sesji
 

 
w jednym sms ie poruszamy z Michałem 19 wątków. -,- i zaczynam się gubić

a tak po za tym to pogodziłam sie z tatą więc nie jest źle i jutro i wtorek w końcu wolne więc może trochę odpoczne ;d
i zrobiłam oś w stronę nauki angielskiego --> skserowałam książkę xd nieee, uczyć się jeszcze nie zaczęłam


jutro koło 10 pewnie wrócę z pracy i pójdę spać, potem muszę jechać do ciotki bo juz się z nią umówiłam, może Arturek wybierze się ze mną, a potem pewnie standardowo pojadę na noc do Michała


i wgl to na sylwestrze (w Sufczynie - gdzie to kurde jest?!) wygrałam zabieg paznokci hybrydowych w jakimś tam zakładzie kosmetycznym xd a Michał 1 godzinę pracy koparko ładowarką ;D haha Kamil się śmiał że zaczynamy kopać fundamenty xd

i ogólnie to było fajnie tylko ludzie troszeczke starci od nas, tzn tak na oko gdzieś ze 2-3 razy xd ale chuj my sie umiemy dobrze bawić
ja nawet niewiele wypiłam i zawinęliśmy się o 1 bo na następny dzień oczywiście pracowałam

ten tydzień się zapowiada fajny bo mam tylko nockę we czwartek a na uczelni w środę kolos z ang a w czwartek dialogi z włoskiego. a w weekend chyba pojedziemy do Krynicy
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Czacha ma doła przed Gochę i Rudą.
i to takiego jakiego bym sie nie spodziewała po nim.
tak jak i tego że będzie mnie uważał za swoją przyjaciółkę.

a u mnie? w sumie w porządku
miałam się uczyć do kolosa z angielskiego i go na pewno zawale i nie zaliczę angielskiego. kurwa..

ale tak ogólnie to niespodziewanie dobrze.
 

 
wiecie czego tak na prawdę chcę w tym roku?
chcę być taka jak moja mama

uśmiechnięta, pełna sił i pełna życia dla Artura nawet po nieprzespanej nocy
walcząca o swoje ale przede wszystkim walcząca o bliskich
pozytywna!
roztańczona i rozśpiewana
taka, której wszędzie było pełno
ufająca Bogu i ludziom i wierząca w prawdziwe dobro
ciesząca się z tego co ma..


wiem że zmarłych których nam brakuje zawsze idealizujemy. ale ona na prawdę była najlepsza. ze wszystkich. pełna energii jak była zdrowa. i może zmęczona podczas choroby ale dalej próbująca z całych sił aby na twarzach ludzi dookoła utrzymywał się uśmiech

chcę żeby ludzie mnie tak kochali. nigdy odkąd istnieje parafia w Brzeźnicy nie miała pogrzebu na który przyszłoby tyle osób. to chyba o czymś świadczy nie? jedyne czego się nie nauczę to tak strasznie ustępować ludziom, ale chciałabym żeby dalej pomagała mi uczyć się żyć dla ludzi.

śniła mi się ostatnio.
że przychodzi do mnie z Nieba i mówi coś tam o Michale. już nie pamiętam. a potem jak się jej zapytałam czy może zostać odpowiada że traci już siły i ze tam w Niebie musi zbierać dużo dużo sił i wtedy może raz na czas zejść tu do mnie się pokazać. i że zaraz musi wracać. przytuliłam się do niej. szczerze? nikt tak nie przytula jak matka. nawet we śnie.

odkąd się wtedy obudziłam to mam nadzieję że to nie był sen. tak strasznie bym chciała móc z nią znowu porozmawiać. żeby miała jakieś tam układy z Panem Bogiem i żeby raz na czas pozwolił jej tu do nas zejść. głupia blondynka no nie?


ze snu pamiętam jeszcze że tak strasznie się cieszyłam że ją widzę i będę widywać, ale czułam się potwornie że może czy tam planuje przychodzić tylko do mnie a nie do moich braciszków. bo im też jej tak strasznie brakuje.

jaka to musi być miłość skoro po półtora roku nie boli ani trochę mniej?
  • awatar ilonek: to miłość , która nigdy nie umiera, bezinteresowna po prostu
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
totalny brak czasu
podsumowanie grudnia? ponad 200 godzin w pracy, zawalone wszystko co się da na uczelni i mało czasu dla siebie. ale za to dużo dla Michasia i Artusia

podsumowanie 1 semestru? ZACZNIJ SIE KURWA KRETYNKO UCZYĆ !

czas podsumować 2014
pierwszy cały rok bez mamy. bywało różnie. czasami ciężko, zwłaszcza jak trzeba było zwykłego przytulenia, "Jak tam w szkole", "Gratuluje", czy "Współczuję". ale jestem w końcu silna, nie? zawsze daję sobie radę!
do tego mam Agatkę, dwóch kochanych braciszków, tatę, a teraz jeszcze Michasia. i nawet z Izą się robi fajny kontakt ostatnio.
na początku roku była totalnie dziwna relacja z Jackiem. ni to spina, ni kumpelstwo. potem do tego doszedł Łukasz i wgl kwas na całej linii. ale to jest już ok. udało się to wyprostować.
oczywiście była studniówka <3 Rzeka który zapowiadał się możliwym materiałem na faceta koniec końców znalazł sobie dziewczynę na 3 dni przed nią ale i tak bawiliśmy się genialnie. do końca życia nie zapomnę wszystkich wpatrzonych we mnie spojrzeń ani epickich sytuacji.
koniec roku i matury? każdy się stresował, a teraz - pół roku później nikt już o tym nie pamięta. nie było źle. Natalka jest z siebie dumna
rocznica śmierci mamy i wesele Kasi. to było bardzo dziwne bo te 2 rzeczy się pokrywały. a Kasia była chrześnicą mojej mamy. ale mimo wszytsko razem z Kamilkiem (który się na to wesele mega wprosił) bawiliśmy się świetnie. mam cudowną rodzinkę.
potem była chwila luzu. parę razy byłam w hotelu do sprzątania ale ogólnie siedziałam w domu.
jeden telefon i okazało się że za tydzień wyjeżdżam nad morze
2 piękne tygodnie w słonecznym Jarosławcu z ludźmi których się nie zapomni do końca życia <3
międzyczasie wiadomość i śmierci Pawlaka, i powrót wszystkich smutnych wspomnień..
moja najlepsza sekcja 23, banda szalonych 12latek które swoją energią zarażały do wszystkiego.
i Piotrek <3 o którym miałam problem zapomnieć całe dwa tygodnie. tak - Natalka i jej wielkie miłości
wizyta u Anki w Tarnowie i nocna długa rozmowa przy prawie paczce wypalonych papierosów.
oaza w Przecławiu. trochę nerwów ale tyyyyyyle radości. nocne maratony filmowe, wieczorami partie pokera i wiele wiele innych chwil. bajka.
potem znowu kilka wizyt w hotelu i w końcu propozycja "awansu" na recepcję tak strasznie całe wakacje miałam szukać pracy że w końcu w połowie sierpnia praca sama przyszła do mnie
oczywiście zapomniałam opisać gorączkowego szukania kierunku studiów razem z pakowaniem się na godzinę przed wyjazdem do Jarosławca i przeradości na wieść że się dostałam.
te pół roku od matury spędzanie non stop w samochodzie jadąc przed siebie. albo do Mc. albo do krk. albo na strzelecką na przystanek pooglądać gwiazdy z Kamilkiem i Agatką. zawsze razem
pierwszy dzień w pracy i zaproszenie na wesele od jakiegoś "typka" którego wgl nie znałam. grill zapoznawczy z tymi wszystkimi twarzami które totalnie mi się mieszały bo widziałam je pierwszy i myślałam że ostatni raz. potem kawa z Michałem - niby po to żeby na weselu nie było sztywno. jakieś jeszcze jedno zaproszenie na piwo żeby ich zapamiętać. Fifa na PS i dużo alkoholu i niezdrowego jedzenia
wesele po którym okazało się ze ten typek jest całkiem ok i może coś z tego będzie. rozterki. jak? skoro on mieszka w Przyborowie i pracuje. ja w Bochni, pracuje, a za miesiąc zaczynam studia i przeprowadzam się do Krakowa. 60 km? nie damy rady. Michał, myślisz że się opłaca? może.. zobaczymy.. chuj, warto zaryzykować kochanie.
tak o to jesteśmy razem jakieś 4 miesiące a ja ciągle mam wrażenie że dopiero go poznaje i każdego dnia zachwycam się nim jeszcze bardziej. nie - nie jest idealny. nie jest romantyczny ani nie zamierza się mi w jakimkolwiek względzie podporządkować. ale szczerze? podoba mi się to jak na mnie patrzy. jakim tonem do mnie mówi. jaką ma minę jak mówi o przyszłości. wiem że mnie kocha, a ja kocham jego.
wiele wiele wyjść. gokarty, kino, Szpilka vs Adamek i wiele czasu sam na sam zamknięci w pokoju po prostu w siebie wtuleni.
początek studiów. Kraków. zagubienie i dezorientacja ale taka pozytywna. tylko na początku mały dołek. gdzieś w tym wszystkim zaczęłam dużo palić i to na tyle że cały czas próbuję przestać
studia - same pozytywy. spoko ludzie, mało zajęć.
mieszkanie - ok. głupawki z Agatą, wieczorne wyjścia i klimat. taki "nasz". do tego czasem jakaś bluza która pachnie Michałem <3. tylko Kamila która ma zupełnie inne podejście do życia. ale chuj. jest dobrze.
urodziny. 2.11 - Michała, 3.11 - moje. nie ma to ja w swoje urodziny obudzić się w ramionach chłopaka.
praktycznie cały listopad i grudzień tylko praca praca praca. ale warto. bo mogę iść do sklepu i kupić sobie cokolwiek nie prosząc się nikogo. bo mogę kupić Arturowi małą niespodziankę tak po prostu. prezent pod choinkę z czystej miłości. bo mogę się zapisać do lekarza nie prosząc się i nie tłumacząc nikomu. i w końcu bo nie czuję się winna tylko żyję sama na własny rachunek za własne pieniądze i tak jak chce.
trochę wolnego czasu dopiero w grudniu odkąd rozpoczęła się przerwa świąteczna. nadrabiam czas z Arturem bo strasznie strasznie go kocham. ale i tak praktycznie codziennie albo co drugi dzień w pracy na 12 albo 24 h. |

apropo tego roku to chyba tyle. było dużo różnych emocji ale koniec końców jak opisywałam te wszystkie sytuacje to nie ustępowało mi uczucie tęsknoty i żalu że to już minęło. a to chyba oznacza że jestem z niego zadowolona.

"czego bym chciała na przyszły rok?
-przede wszystkim spokoju. żadnych więcej stresów
-tak standartowo dobrze zdanej matury i wybrania rozsądnych studiów
-dogadywania się z wszystkimi naokoło
-dużo dużo kontaktów z moimi zajebistymi znajomymi, na pewno Agatką, Czaszką, Rzeką tak na codzień oprócz tego koniecznie z Magdą, Jackiem, Karoliną, Kostoniem i kogo tam jeszcze los przyniesie
-nie chcę raczej chłopaka


i w sumie to chyba nic więcej. nie chcę żeby coś się zmieniało. było dno, ale się od niego odbijam, więc wiem że bedzie dobrze. cholernie paradoksalnie jestem szczęśliwa. szczerze, to sama w to nie wierzę podsumowując cały nieszczęsny rok 2013.

2014 musi być piękny zaświeci słonce ;* "

to z zeszłego roku.
było trochę stresów ale dało się przeżyć. z matury jestem zadowolona. ze studiów też. miałam świetne kontakty z ludźmi a co do chłopaka no to wiadomo jak wyszło


na przyszły rok?
* żeby Artur był szczęśliwy.
* żebym zaczęła się dogadywać z tatą
* dużo więcej czasu
i żeby to świecące Słońce nie zgasło
 

 
Panie, chciałbym kochać, potrzebuję miłości. Całe moje jestestwo jest tym życzeniem.

czas coś zrobić ze swoim życiem
 

 
nauczyłam się dążyć do spełniania swoich celów. nie marzę. chcę jechać na wakacje - znajduje ekipę, pakuję się i jadę. chcę basen - jadę do sklepu. chcę iść na studia i sama sie utrzymywać - idę do pracy

jeśli mam na coś ochotę to nie czekając po prostu to realizuję i to tak na prawdę chyba klucz do szczęścia.
jasne, czasem są sprawy na które nie mamy wpływu, a które nas dobijają, ale jeżeli umiesz już dążyć do samorealizacji to nawet one na długo nie odbiorą Ci radości.

megamegamega
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
cały tydzień przepracowany
we środę miałam zebranie z dziewczynami z recepcji i dalej nic nie ogarniam

piątek i sobota w hotelu z Wiktorią
drugi raz zaspałam do pracy ale pierwszy raz musiałam tlumaczyć busiarzowi drogę bo nie wiedzial gdzie jechać i fajnie nam sie dogadywało z chłopakami przed nami, którzy lali z typa i wkurzali się na niego na przemian. ja tez bylam zła
wczoraj wieczór ognisko w Przyborowie z Izą, Agnieszką, Brygidą, Michałem, Kamilem i Przemkiem nie ma to wbić do ludzi których się nigdy wcześniej na oczy nie widziało
potem spacer do Borzęcina na Kaliego i zabawa na koncercie u Michała na barana
w drodze powrotnej głębsza rozmowa z Agnieszką, chociaż myślałam, że jest na mnie zła.
najlepsze bylo jak siedzieliśmy sobie wszystcy potem przy stole, a zmęczona po pracy Natalka po prostu usnęła a potem na balkonie xd
niespodziewana nocka u Izy i rano problemy z żołądkiem

dzisiaj przaspałam pół dnia, zrobiłam z tatą obiad i upiekliśmy najlepszy seromak jaki w całym moim życiu jadłam. nauka majcy z Kamilkiem, telefon od Agatki i wycieczka po kwiaty na przeprosiny do Tesco

jutro mam wolne ale mam parę spraw do załatwienia na mieście i potem wieczór może być ciekawy, aż się boję xd

we wtorek na popołudniu idę do Oleny na szkolenie, zostaję z Aśką na noc i wracam dopiero we środe a w sobotę na nockę idę już jako pełnoprawna recepcjonistka xd

najlepszy bedzie weekend za dwa tygodnie; piętek nocka, sobota wesele i niedziele znowu nocka .. ja sie wykończę ..


wgl to po oazie nic nie pisałam bo zwyczajnie mi sie nie chciało ale jestem na prawdę zadowolona. wkurzalam sie troche na dzieciaki, ale nic im nie będzie, a pod koniec mielismy na prawdę prze zajebista sztamę. ksiądz i jego sucharki rządziły ;d różne durne akcje, syrop na nerwy, klapki, zabawa w mikrofalówkę.
potem na długi weekend bylismy z tatą, Wiciem i Arturem nad Soliną i w zasadzie było całkiem ok

ogólnie pozytywnie i przez wczorajszy koncert znowu mam zajawke na Kaliego
 

 
ja pierdole
nie skończyłam wypełniać trzeciej strony testu na sjo bo mi się przywiesił komputer i9 od razu mi wyskoczylo zakończenie testu. tak więc siłą rzeczy 1/3 odpowiedzi będę miała źle. nosz kurwa mać !
 

 


musze sie jeszcze spakować i napisać spotkania a za pół godziny ide na chdn.. spoko
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
wczoraj ognicho u Jacka taka kompletnie stara, pierwotna ekipa ;d
ja, jacek, memej, magda, orzeszek, groszek, ziomek i felek tyle wóóóódki ;d nie chciało mi sie iść na początku, ale koniec konców było zajebiscie. nigdy bym sie nie spodziewała że po tylu latach będziemy dalej mieli takie zajebiste relacje, ale jednak.

memej sie zajebał, orzeszek nie chciał pić ;d mi się skonczyły fajki.. ale bylo na prawdę genialnie ;d
wzięłam gitare i ja mogłam grac cokolwiek bo oni byli tak zajebani ze nawet nie zauważali różnicy xd

a dzis od rana ucze sie piosenek i sciągam potrzebne filmy na wyjazd xd zaraz jeszzcze tylko napiszę czuwanie żeby było wydrokowane na pewno i musze sie w koncu spakować i przygotować spotkania ;d ale jest duzo czasu
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.